środa, 11 marca 2009

o skrzydłach...

książkę czytaliśmy....

jedna ze scen:

mały,  szary,  wróbelek do nosorożca, który fruwać nie umiał  (a o niczym innym nie marzył),  mówi tymi słowami:

"Mój maleńki, ja ci pożyczę skrzydełka".

i co było potem?

"Potem odpiął sobie skrzydełka i przymocował je nosorożcowi dokładnie w tym miejscu, gdzie nosorożec miałby skrzydła, gdyby je miał od urodzenia"

i co było potem?

Nosorożec..."nie mógł pofrunąć nawet odrobiny, nawet kawałeczka".

...a ja sobie te skrzydła niezmiennie i wciąż..., w miejscu tym, gdzie miałabym je, gdybym je miała od urodzenia...

...podejrzewam teraz, że nic z tego nie wyjdzie... nie pofrunę...

2 komentarze:

Rybiooka pisze...

Cynko książka pierwsza klasa !! ja jeszcze szczerzę zęby na książki Agnieszki Frączek- są niezłe do ćwiczenia dykcji i w ogóle logopedii :)
A co do tych skrzydeł to latasz...
Czytałaś Doroty Terakowskiej "tam gdzie spadają Anioły?" polecam !!

cynka pisze...

Dzięki, będę szukać !!!
A do latania...
to..
hmmmm